- Forum dla rodziców: maluchy.pl « ciąża, poród, zdrowie dzieci - Carrie napisał w babskie pogaduchy ;): tyczka, ale spójrz wstecz, zanim poznałaś mężaczy już wtedy nie przymierzałaś się do tej roli Atlasa? czy już wcześniej nie próbowałaś robić sama, tylko sama bo ja to zrobię lepiej? Widać mąż boryka się z opuszczeniem domu rodzinnego. Coś ciągle go tam trzyma. Oficjalnie już jest w domu ze swoja żoną, ale nieoficjalnie pozostaje bardziej w roli syna swoich rodziców i tam ogniskuje swoją aktywność. Jakie ma Pani relacje z teściami? może mogłaby Pani porozmawiac z nimi o swojej tęsknocie za nieobecnym mężem? Wtrącanie się rodziców do małżeństw dzieci. Przez. ks. Sławomir Adamczyk. -. 26 lutego 2020, środa. 5289. O kłopotach z teściami, a zwłaszcza z teściowymi, mówi wiele małżeństw. Rodzice nie zawsze chcą sobie uświadomić, że syn w ślubnym garniturze i dziewczyna, która stoi w białej sukni trzymając go za rękę, chcą Nie przychodzi do nas, nie siedzi z wnukami chociaż nie pracuje od ponad 20 lat. Ciągle jeździ po lekarzach, znachorach, pielgrzymkach itp itd. jej głównym sponsorem jest jej mąż który za rok wraca z zza granicy na emeryturę. Nie są w stanie razem funkcjonować. W momencie narodzin przyrodniego brata Sabina miała już 18 lat. Mąż nalegał, aby starsza córka poznała brata. Nie miałam nic przeciwko. Tylko Sabina nie miała ochoty zajmować się maluszkiem. Ograniczyła się do kilku spotkań i przestała przychodzić, mówiąc, że ma problemy z nauką. jawaban tebak gambar level 15 no 1 sampai 20. fot. Adobe Stock Życie nie jest sprawiedliwe. Jedni mają wszystko, a inni nic. Ci drudzy mogą jedynie oglądać tych pierwszych w telewizji albo obserwować ich życie z ukrycia, a wieczorami płakać w poduszkę nad swoim losem. Tak to zostało urządzone. Od początku nie miałam szans, żeby się wybić. Byłam brzydkim dzieckiem, a potem pryszczatą nastolatką. W dodatku niezbyt zdolną, bo w szkole łapałam same dwóje i tróje. Jednak to w sumie nic. Bo czy w dzisiejszym świecie dziewczyna naprawdę musi być ładna i mądra, żeby wieść fajne życie? Nie. Musi mieć pieniądze. Ja zaś urodziłam się w biednej rodzinie. I matka z ojcem przekazali mi tę biedę w genach. Kim ma niby zostać córka woźnej i zwykłego, szarego robotnika? Jaką karierę zrobi? Po szkole zawodowej zatrudniłam się w sklepie, bo trzeba było dołożyć się starym do czynszu. Inaczej wyrzuciliby mnie na zbity pysk. „Nie pracujesz, to i nie jesz” – mówili mi często. Wiem, że niektórzy moi rówieśnicy poszli do liceum, a potem na studia i przez pięć lat zbijali bąki. Rodzice płacili za ich utrzymanie, a po wszystkim jeszcze poupychali ich w firmach znajomych za niemałe pieniądze. Szczęściarze. Ja od początku startowałam z gorszej pozycji. W sklepie zarabiałam grosze na śmieciówce. Na tyle mało, że mogłam zapomnieć o wyprowadzce z domu. Kręgosłup bolał mnie od ciągłego stania, a twarz miałam zdrętwiałą od sztucznych uśmiechów. Potem przeniosłam się na kasę do marketu. Tu dawali stałą umowę, jednak roboty było jeszcze więcej. W dodatku codziennie musiałam patrzeć na przystojniaków z grubym portfelem i ich wysztafirowane żonki ciągnące wózki wypełnione żarciem po brzegi. Byli tacy piękni, zadbani i uprzejmi do bólu… Denerwowali mnie. Zwłaszcza że stać ich było na filety z łososia, francuskie sery i inne fanaberie. Na mnie czekał w domu chleb ze smalcem i najtańsze parówki. No i pijany ojciec. Gdy zaczął zaglądać do kieliszka i robić awantury, wiedziałam, że czas na wyprowadzkę. Tylko jak tu cokolwiek wynająć, gdy ledwo mi starczało do pierwszego? Musiałam wziąć dodatkową robotę. Koleżanka, która wyjeżdżała do Anglii, poleciła mnie u takich jednych, u których sama wcześniej pracowała. Miałam przychodzić w każdy weekend na sprzątanie. To typowa szczęśliwa rodzinka. Tatuś, mamusia i kilkuletni dzieciak. Mają wielką chałupę pod miastem. Za dzień spokojnie wyciągam stówkę albo i dwie. Pomnożone przez cztery soboty dały mi niezłą sumkę, za którą mogłam wreszcie wynająć samodzielny pokój. Super, co? I tak gnieżdżę się w moim małym pokoiku, którego jedyną zaletą jest to, że znajduje się z dala od pijanego ojca, a potem idę sprzątać dwustumetrowy dom ludzi niewiele starszych ode mnie. Ona nie pracuje w ogóle. Siedzi w domu i udaje, że zajmuje się synem. On jeździ w garniturze do korporacji. Jest dyrektorem czy kimś takim. W każdym razie dziany gość. Przystojny… Ile razy wyobrażałam sobie, że to ja jestem na miejscu tej jego leniwej żonki. Nic tylko leżę i pachnę. No i jeszcze wydaję pieniądze męża. Z jaką łaską ta lala przekazuje mi wypłatę. Jakbym była jakąś jej poddaną, a ona moją królową, która może mnie skarcić albo pogłaskać po główce. – Dziękuję, bardzo dobrze się pani spisała – powiedziała ostatnio, a w jej głosie pobrzmiewał ton wyższości. Słyszałam go wyraźnie. Zawsze go słyszę, kiedy się do mnie zwraca. Zdzira! W czym ona jest lepsza ode mnie? Że ładniejsza? Też bym była piękna, gdyby mnie było stać na fryzjerów, kosmetyczki i te wszystkie drogie mazidła. Wykształcona? Jak ona studiowała te swoje psychologie czy co tam, ja układałam towar na półkach. To chyba więcej warte niż siedzenie w książkach. A może szczyci się tym, że wyrwała taką partię…? Tak, mogłabym mieć takiego męża. Kulturalny, dobrze ubrany, dżentelmen. W moim życiu znałam tylko Mańków spod budki z piwem. Latali za mną już w szkole, ale ja żadnego nie chciałam. Przynajmniej nie na stałe. Bo jaka przyszłość mnie czeka z takim facetem? Marne życie od pierwszego do pierwszego. Ciężka praca przez cały dzień, potem jakiś serial, bara-bara i spać. Nie, Mańkom z góry dziękuję. Od razu wiadomo, jak taki skończy. Zatrudni się gdzieś na budowie, przyniesie parę groszy do domu, a w końcu i tak go z pracy wywalą i będzie mi siedzieć na karku. Jak ojciec matce. Ja marzę o księciu z bajki. Takim jak mój pracodawca. Może i głupia jestem, ale jak inaczej ktoś taki jak ja ma się wybić w tym świecie? Tylko przez małżeństwo. Wiem, co robić. Wykorzystam moją tajną broń. Tę samą, której kobiety używają od wieków. Seksapil! Może urodą nie grzeszę, ale nawet przy Mańku spod budki z piwem można nauczyć się paru sztuczek. Takich, którym nie oprze się żaden mężczyzna… Więcej prawdziwych historii: „Za miesiąc mój ślub, ale ja kocham innego. Żeby uprawiać seks z narzeczonym, muszę wcześniej się napić wina”„Miałam raka, straciłam dwie piersi i męża, który mnie kochał, dopóki byłam zdrowa”„Wychowuję nie swoje dziecko. Żona mnie zdradziła i zaszła w ciążę z... moim bratem” Witam serdecznie! Depresję można zdiagnozować wówczas, kiedy objawy świadczące o chorobie trwają co najmniej dwa tygodnie. Do symptomów depresji zalicza się: obniżenie nastroju, utratę zainteresowań, zwiększoną męczliwość, spadek koncentracji uwagi, niską samoocenę i małą wiarę w siebie, poczucie winy, pesymistyczne widzenie przyszłości, myśli i czyny samobójcze, zaburzenia snu i zmniejszenie apetytu. Jeżeli obserwuje Pani u siebie kilka z powyższych objawów depresyjnych, które utrzymują się co najmniej 14 dni, warto byłoby się skonsultować ze specjalistą. Niewykluczone jednak, że to, czego Pani doświadcza, nie jest depresją, a po prostu reakcją na trudną dla Pani sytuację życiową. Jest Pani młodą mężatką, która najprawdopodobniej oczekiwała, że po ślubie będzie z mężem spędzała każdą wolną chwilę, że będzie wspaniale, bez kłótni itp. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Mąż długo pracuje, po pracy jedzie od razu do ojca, by zajmować się ślimakami i na tym tle dochodzi między Wami do spięć. Mało się widujecie, a każda obietnica męża wcześniejszego powrotu do domu spełza na niczym. Do tego wszystkiego dochodzi rozczarowanie faktem, iż nie udają się Państwu starania o dzidziusia. Jest Pani rozżalona, sfrustrowana, rozczarowana, może nawet trochę zła i zagniewana na męża. Rozumiem Pani uczucia. Co można w tej sytuacji zrobić? Po pierwsze, zachęcałabym Panią do szczerej rozmowy z mężem, ale bez tonu oskarżycielskiego, np.: „Dla Ciebie ślimaki są ważniejsze niż własna żona”. Być może Pani mąż nie traktuje tych ślimaków wcale jako metody na biznes i zarobienie jakichś pieniędzy, ale jest to dla niego pasja, której z przyjemnością się oddaje i której lubi poświęcać swój wolny czas. Być może cieszy się, kiedy angażuje się Pani w pomoc przy tych ślimakach. Problem polega na tym, że muszą Państwo wynegocjować dla siebie własne potrzeby, uzgodnić je, dojść do kompromisu. Proszę postarać się spokojnie powiedzieć mężowi o swoich emocjach i oczekiwaniach, np.: „Słuchaj, przykro mi, kiedy późno wracasz do domu. Praktycznie się nie widujemy. Czuję się samotna w domu, odtrącona. Chciałabym spędzać z Tobą więcej czasu, a kiedy Cię proszę o to, Ty ignorujesz moje prośby”. Proszę zapytać również, czego oczekuje od Pani mąż. Może on wcale nie chce, by siedziała Pani sama w domu, może wolałby, by wychodziła Pani z koleżankami, spotykała się ze znajomymi na mieście itp.? Jeżeli rozmowa nie zda rezultatu, proszę pomyśleć o wsparciu z zewnątrz, np. o wizycie w poradni małżeńskiej. Jesteście Państwo młodym małżeństwem i myślę, że ten jeden z pierwszych kryzysów da się zażegnać przy odrobinie dobrej woli z obu stron. Zachęcam, by zajrzała Pani pod poniższe linki: Pozdrawiam i życzę powodzenia fot. Adobe Stock Zawsze lubiłam swoją teściową. Uważałam, że to dobra i rozsądna kobieta. Nigdy mnie nie krytykowała, nie próbowała pouczać. Przeciwnie – zawsze okazywała mi szacunek i życzliwość. A doradzała tylko, gdy o to poprosiłam. Miałam z nią lepszy kontakt niż z własną matką Kiedy więc przeprowadziliśmy się z mężem do innego miasta, byłam niepocieszona. Tęskniłam za nią. Ilekroć miałam jakiś problem lub chciałam po prostu porozmawiać, chwytałam za telefon i do niej dzwoniłam. Przegadałyśmy wiele godzin. Dziesięć lat temu teściowa zaczęła niedomagać. Dokuczało jej serce, nadciśnienie, miała kłopoty z chodzeniem. Zaproponowałam więc od razu, żeby przeniosła się do nas. Akurat przeprowadziliśmy się do własnego domu, więc miejsca nie brakowało. Nie chciała o tym słyszeć. Mówiła, że jeszcze nie jest z nią aż tak źle, że starych drzew się nie przesadza, że tam ma swoje koleżanki, znajomych lekarzy, ulubioną ławkę w parku, sklepy. Rozumiałam ją, więc nie nalegałam. Ustaliliśmy z Adamem, że będziemy odwiedzać mamę jak najczęściej. Dom opieki to wcale nie jest taki zły pomysł… Z upływem czasu choroba teściowej bardzo się rozwinęła. Prawie przestała wychodzić z domu, nie radziła sobie z zakupami, gotowaniem, sprzątaniem. Stało się jasne, że nasze sporadyczne przyjazdy to za mało, by zapewnić jej odpowiedni komfort życia i bezpieczeństwo. Szaliki, czapki, apaszki. Tutaj kupisz rzeczy na jesień: Mąż wynajął więc opiekunkę, która spędzała z mamą kilka godzin dziennie Aby wszystkiego dopilnować, sam jeździł do niej w każdy weekend. Spędzał też u niej urlopy. Trochę mnie to bolało, bo chciałam, żeby wolny czas poświęcał mnie i naszemu synowi, Bartkowi, ale milczałam. Rozumiałam, że nie chce zostawić schorowanej matki w potrzebie. Stan zdrowia teściowej ciągle się pogarszał. Wymagała już nie tylko pomocy w gotowaniu, zakupach i sprzątaniu, ale też stałej opieki lekarskiej. Miała coraz słabsze serce i nigdy nie było wiadomo, kiedy poczuje się gorzej. Pomyślałam więc, że najlepiej będzie, jak przeprowadzi się do prywatnego domu opieki. U nas nie chciała zamieszkać, a zresztą to i tak nie rozwiązałoby problemu. My przez cały dzień byliśmy w pracy, syn w szkole, a potem na różnych zajęciach. I tak więc byłaby sama, a w domu opieki miałaby całodobową pomoc, lekarza i swój własny pokój. Nawet znalazłam taki dom, pojechałam go obejrzeć, zrobiłam wywiad. Pobyt kosztował majątek, lecz i pensjonariusze, i ich rodziny byli zadowoleni z warunków. Byłam więc pewna, że Adamowi ten pomysł bardzo się spodoba. Srodze się jednak zawiodłam. Gdy mąż usłyszał, o co mi chodzi, wpadł w szał. Krzyczał, że nigdy tego nie zrobi, że taka propozycja nawet przez gardło mu nie przejdzie. – Jak ty to sobie wyobrażasz? Że stanę przed nią i zapytam jak gdyby nigdy nic, czy chce iść do domu starców?! Chyba zwariowałaś! Co ona sobie o mnie pomyśli? Że jestem wygodny i chcę się jej pozbyć jak śmiecia? Nigdy! Za wiele jej zawdzięczam, by skrzywdzić ją w ten sposób! – grzmiał. Przestraszyłam się tego wybuchu, więc bąknęłam tylko, że przecież nic nie jest jeszcze postanowione, że chodzi tylko o rozmowę. Nie chciał słuchać. Krzyknął tylko, że jestem bez serca, i zamknął się w sypialni. Boczył się na mnie przez trzy dni. Przecież ja jestem teraz jak słomiana wdowa! Od tamtej pory minął rok. W tym czasie nieraz próbowałam jeszcze namówić męża, by porozmawiał z mamą o przeprowadzce do domu opieki. Kończyło się zawsze tak samo – karczemną awanturą! I oskarżeniami o egoizm i brak serca. Teściowa nadal mieszka więc u siebie. Jest coraz słabsza, więc teraz mąż jeździ do niej nawet w dni powszednie. Wystarczy, że opiekunka powie mu przez telefon, że mama miała zawroty głowy albo skarżyła się na kołatanie serca, a już rzuca wszystko i do niej pędzi. Jak sytuacja jest poważna, zwalania się nawet z pracy. Pół biedy, gdyby mieszkała w tym samym mieście. Ale dzieli nas ponad sto kilometrów. Mąż nigdy więc nie wraca, tylko zostaje u niej na noc. Doszło do tego, że prawie w ogóle nie bywa w domu. Wszystko jest na mojej głowie. Rachunki, naprawy, ciężkie zakupy, a do tego oczywiście sprzątanie, gotowanie. Bartek ma 13 lat, wchodzi w trudny wiek, potrzebuje ojca, a nawet nie ma z nim kontaktu. Ja nie jestem w stanie nic zaplanować, bo nigdy nie wiem, czy Adam nie będzie musiał jechać akurat do mamy. Nie spędzamy wspólnie czasu, nie rozmawiamy, bo nie ma kiedy. Razem na urlopie byliśmy 6 lat temu! To ma być małżeństwo? Moim zdaniem, nie! Naprawdę nie wiem już, co robić. Kocham Adama, ale jestem coraz bardziej rozżalona i rozczarowana jego zachowaniem. Boli mnie, że stawia uczucia matki na pierwszym miejscu, że nie myśli o mnie i o synu. Przecież my też go potrzebujemy! Moim zdaniem ten jego opór przed rozmową z mamą na temat domu opieki jest po prostu głupi. Dlaczego z góry zakłada, że ona poczuje się jak niepotrzebny śmieć? Może właśnie chciałaby znaleźć się w takim miejscu, gdzie czułaby się pewniej i bezpieczniej, mając towarzystwo i zapewnioną opiekę? Wystarczyłoby tylko zapytać. Jeśli powie zdecydowanie: nie, to trudno, usiądziemy i zastanowimy się, co zrobić dalej. Ale może akurat się zgodzi? Kilka dni temu rozmawiałam o całej sprawie z najlepszą przyjaciółką, Agnieszką. Powiedziała, że na moim miejscu pojechałaby w tajemnicy przed mężem do teściowej i z nią pogadała. Tak od serca. A potem sama zapytała o dom opieki. Korci mnie, żeby to zrobić, ale boję się reakcji Adama. Jak się dowie o naszej rozmowie, pewnie się wścieknie. Będzie krzyczał, że nie miałam prawa się wtrącać, że to jego mama. Mam wrażenie, że nie ma wyjścia z tej sytuacji… Czytaj także:Nie dawałam sobie rady z jednym dzieckiem, a gdy urodziłam drugie, zaczął się obóz przetrwaniaZazdrościłem Jackowi, że jest kawalerem - u mnie tylko kupki i zupki...Podczas pandemii najgorsza jest samotność. Chciałabym wyjść do ludzi. Ale może wcześniej umrę Strony Poprzednia 1 2 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 61 2020-01-10 10:32:58 Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościNigdzie nie ma ideałów 62 Odpowiedź przez 2020-01-10 10:34:20 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-08-10 Posty: 2,874 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Nigdzie nie ma ideałówCzyli innymi slowami: Nie chcialo Ci sie szukac wiec myslalas, ze kogos zmienisz awantura ? 'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.' 63 Odpowiedź przez Monia12345 2020-01-10 10:35:27 Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachTo może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda 64 Odpowiedź przez 2020-01-10 10:40:37 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-08-10 Posty: 2,874 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachTo może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda Nie bardzo wiem co to ma wspolnego ze slubem?Czyli jak wezme slub to porzucam kim jestem i co lubie? 'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.' 65 Odpowiedź przez Lady Loka 2020-01-10 10:48:24 Lady Loka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Ciasteczkowa Morderczyni Zarejestrowany: 2016-08-01 Posty: 17,039 Wiek: w sam raz. Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachTo może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda Gadasz głupoty takie, że głowa mała. To, że Tobie z Twoją rodziną jest źle, nie oznacza, że Twojemu facetowi nie siedzi u mamusi tylko jeździ w odwiedziny. Jest daleko, tęskni, nie ma się mu co dziwić. To nie są wyjazdy co tydzień. Ale lepiej się awanturować o pierdoły zamiast normalnie na spokojnie porozmawiać. Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub zawieszone. 66 Odpowiedź przez Monia12345 2020-01-10 10:52:01 Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Można sobie mieszkać z mamusia do usranej śmierci i wtedy mieć czas dla niej 24 h. Żona tu jest zbyteczna. Bo po co słuchać awantur skoro jej któryś raz z rzędu nie odpowiada jazda i nocowanie u teściów. A jak nie pojedzie to wielka co jej wogóle poświęcać czas? Po co wogóle z nią mieszkać? Po co wogóle mieć żonę? napisał/a:Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:To może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda Nie bardzo wiem co to ma wspolnego ze slubem?Czyli jak wezme slub to porzucam kim jestem i co lubie? 67 Odpowiedź przez Cyngli 2020-01-10 10:53:49 Cyngli Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachWspółczuję. Pewnie dlatego Cię tak irytują jego wyjazdy, bo sama nie masz bliskich relacji z własnymi więzią można pracować. Można ją odbudować, jeśli się chce. 68 Odpowiedź przez Lady Loka 2020-01-10 11:02:16 Lady Loka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Ciasteczkowa Morderczyni Zarejestrowany: 2016-08-01 Posty: 17,039 Wiek: w sam raz. Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Można sobie mieszkać z mamusia do usranej śmierci i wtedy mieć czas dla niej 24 h. Żona tu jest zbyteczna. Bo po co słuchać awantur skoro jej któryś raz z rzędu nie odpowiada jazda i nocowanie u teściów. A jak nie pojedzie to wielka co jej wogóle poświęcać czas? Po co wogóle z nią mieszkać? Po co wogóle mieć żonę? napisał/a:Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Nie bardzo wiem co to ma wspolnego ze slubem?Czyli jak wezme slub to porzucam kim jestem i co lubie?A po co Ty masz męża? Po to, żeby zajmować mu 24/7 i kontrolować co robi? Może się przerwócić przez sen z prawego boku na lewy czy też ma wtedy awanturę?Przecież on tam nie jeździ co tydzień. Przeprowadźcie się bliżej nich, to nie będzie musiał u nich nocować masz idealne rozwiązanie. Po prostu powiedz mężowi, żeby jechał sam. Nie musisz za każdym razem jechać z więzi z rodziną to plus, a nie minus. Będziesz z tych więzi nie raz korzystać jak będziecie mieć dzieci i trzeba będzie wysłać je na wakacje do dziadków. Wtedy będzie super extra i nic Ci nie będzie przeszkadzać przestań tu się rzucać i wbijać w niepotrzebny sarkazm. Twój mąż nie robi nic złego. Nawet gdyby powiedział Ci oficjalnie, że każdy pierwszy weekend w miesiącu spędza u rodziców, to dalej nie byłoby nic złego. Ty masz trzy inne weekendy, które możesz z nim spędzać. Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub zawieszone. 69 Odpowiedź przez ja86 2020-01-10 11:10:02 ja86 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-01 Posty: 889 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Pozostałe trzy weekendy w miesiącu pewnie robi mu jazdy za wszystko. Ty się ciesz. Ciesz sie, bo mimo twojego paskudnego charakteru on jednak dalej z Tobą kolejny dowód na to, że jednak Cię kocha i dalej jeszcze jesteś dla niego jeszcze. 70 Odpowiedź przez Monia12345 2020-01-10 11:25:37 Ostatnio edytowany przez Monia12345 (2020-01-10 14:24:34) Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościSerdecznie dziękuję za wszystkie opinie i porady. I czas poswiecony na pewnością z taką wiedzą i doswiadczeniem powinien pan zostać psychologiem i pomagać innym :-D :-D :-D 71 Odpowiedź przez czekoladazfigami 2020-01-10 11:55:31 czekoladazfigami Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-10-30 Posty: 1,779 Wiek: odpowiedni Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Nie każdy ma patologiczne relacje ze swoją rodziną. Niektórzy po prostu lubią spędzać ze sobą czas. Jak ty nie lubisz siedź w domu. Zdejmij z siebie płaszczŁadnie, proszę CięChce zobaczyć całą gamę złości w kościI chcę poczuć z Tobą tlen 72 Odpowiedź przez SaraS 2020-01-10 12:07:04 Ostatnio edytowany przez SaraS (2020-01-10 12:09:01) SaraS Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-02-17 Posty: 987 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Pokręcona Owieczka napisał/a:SaraS napisał/a:Owieczko, jasne, ładnie, że mąż ma więź z rodzicami, ale czy relacja z żoną nie powinna być ważniejsza dla niego? Czy skoro są już po ślubie, to ich wspólny czas to siedzenie w domu, znaczy - proza życia, a wyjazdy, Sylwestry itd. mąż może sobie zostawić dla rodziców i żona niech nie marudzi, bo on więzi rodzinne pielęgnuje?Wydaje mi się, że silniejsze ma więzi z rodziną niż z żoną, z którą jest 0d 5 miesięcy, i która od zawsze robiła mu awantury. Zresztą, Autorka awanturami odnosi odwrotny skutek. Chciałabyś spędzać czas z kimś, kto ma wieczne pretensje? Ja no tak też być może, ale w takim wypadku nie miałabym nic do powiedzenia - bo wg mnie nie bierze się ślubu z kimś, z kim więź ma się słabszą niż z tą rodziną na przykład. Tzn. ja bym nie brała, jeśli wiedziałabym, że dla partnera rodzice są ważniejsi, ani jeśli to dla mnie ktokolwiek byłby ważniejszy. Natomiast, cóż, jeśli mężowi autorki wystarczyło, że autorka jest tuż tuż za rodzicami, to teraz oboje - niestety - ponoszą tego konsekwencje. A o awanturach pisałam już wcześniej - oczywiście, że to źle, że autorka próbuje coś zmienić w ten sposób. Ale źle z zasady, bo awantury to kiepska metoda na cokolwiek, a nie źle, bo autorka nie ma powodu do niezadowolenia. Moim zdaniem ma. MagdaLena1111 napisał/a:A czy jakość/ważność relacji jest wprost proporcjonalna do ilości wyjazdów albo ilości wspólnie spędzanego czasu?Nie, nie zawsze, zależy od tego, czym takie spędzanie czasu jest spowodowane. Natomiast w tym przypadku znamienne jest to, że mąż autorki tak dzieli swój czas, bo tak po prostu chce. I o ile nie są milionerami i muszą poświęcać również sporo czasu na pracę, to zgaduję, że jeśli mąż machnie takie trzy rundki do rodziców (przypomnę, 8 h jazdy w dwie strony + czas spędzony u rodziców) w ciągu dwóch tygodni, to nie wydaje mi się, żeby dla partnerki wiele zostało. Tzn. oczywiście zostaje, ale głównie takie zwyczajne życie. Dlatego ją rozumiem - nie zachwycałoby mnie, gdyby partner spędzał ze mną nawet większość czasu, ale ta większość byłaby "prozą życia" - obowiązkami domowymi, spaniem, może pracą, generalnie siedzeniem w domu, a różne okazje z większą ilością wolnego czasu były przeznaczane na i abstrahując od tego, co ja bym chciała czy nie chciała , to tak ogólnie uważam, że sytuacja, w której mąż zamiast myśleć o, powiedzmy, rozrywce/czymś interesującym z żoną, w pierwszej kolejności bierze pod uwagę rodziców, jest dość niepokojąca, jeśli chodzi o związek, bo raczej jasno pokazuje priorytety męża. 73 Odpowiedź przez ja86 2020-01-10 16:40:10 ja86 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-01 Posty: 889 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Sarsa czyli dzień w miesiącu to baaaardzo dużo i świadczy o tym, że ktoś komu się go poświęca jest pozostałe dni są zupełnie nieważne (godziny po pracy, pozostałe dni wolne).Byle głupotę napisze aby udowodnić swoją wyssana z palca teze 74 Odpowiedź przez Olinka 2020-01-10 18:48:01 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,381 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Będę uparta i powtórzę swoje pytania:Kiedy macie wolny czas i jesteście razem, to co wtedy robicie? Jaka jest jakość tego wspólnie spędzanego czasu? Jeśli mąż ma wolny weekend albo kilka dni urlopu, to zdarza się z jego strony propozycja spędzenia tego czasu tylko we dwoje czy od razu oznajmia, że chce pojechać do rodziców, ewentualnie szuka pretekstu, by się do nich wyrwać? Jeśli odpowiedziałaś poprzednikom, to przepraszam, ale... ile w końcu jest tych wizyt w ciągu miesiąca, tak średnio? "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 75 Odpowiedź przez SaraS 2020-01-11 22:51:11 Ostatnio edytowany przez SaraS (2020-01-11 22:51:54) SaraS Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-02-17 Posty: 987 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości ja86 napisał/a:Sarsa czyli dzień w miesiącu to baaaardzo dużo i świadczy o tym, że ktoś komu się go poświęca jest pozostałe dni są zupełnie nieważne (godziny po pracy, pozostałe dni wolne).Byle głupotę napisze aby udowodnić swoją wyssana z palca tezeNie, dzień nie, natomiast zrozumiałam, że tych dni jest więcej (jedyny podany przez autorkę konkret to trzy razy w ciągu dwóch tygodni; nawet biorąc pod uwagę święta, to dość dużo + jeszcze chęć na Sylwestra z rodzicami). Poza tym to nawet nie chodzi o ilość samą w sobie - raczej o proporcje między spędzaniem czasu z rodzicami a spędzaniem go z autorką. Jeżeli do takiej liczby wyjazdów dodać pracę, obowiązki i zwykłe "życiowe" czynności, to, jak sądzę, dla autorki wiele nie zostaje. 76 Odpowiedź przez katarine93 2020-01-14 23:09:21 katarine93 Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-02-17 Posty: 166 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościNo cóż, checkpoint "żona" odhaczony, kiedyś tam może zacznie się liczyć z Twoim zdaniem jak szczęście dopisze. 77 Odpowiedź przez dexx 2020-01-16 06:09:30 dexx Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-08-27 Posty: 72 Wiek: 47 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościJak dla mnie jeździ za często - no i sylwester z rodzicami??? Ja mam prawie 50 lat i nigdy nie wpadłem na taki pomysł. W jakiś sposób "nie odciął pępowiny".Wcale mnie nie dziwi, że masz z tym problem. Czas i pieniądze (koszty) mógłby poświęcić na coś wspólnego dla was. 78 Odpowiedź przez Mendre 2020-03-12 08:48:47 Mendre Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-11-28 Posty: 149 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Nie przejmuj się. Na tym forum to zawsze trzeba stosować kompromisy i miłe rozmówki, tylko ten kompromis to za każdym razem polega na tym, że żona ma się do maminsynka dopasować. Bo i większość osób tu to teściowe albo kobiety, które same nie odcięły pępowiny albo wręcz mieszkają z teściami. Na szczęście młodsze pokolenie już jest wychowywane inaczej niż pod szyldem "zrobiliśmy sobie dziecko żeby się nami zajmowało i umilało nam czas jak dorośnie". I tak wg. mnie Twój mąż za często tam jeździ. Są telefony, można zadzwonić. A już proponowanie sylwestra z teściami jest po prostu bardzo słabe i świadczy tylko o tym, że nie wyszedł jeszcze z tamtej rodziny. Bo wbrew pozorom celem młodych ludzi jest wyjście z rodziny i założenie swojej własnej i skupienie się na niej w 100%. Nie jakieś "żonę można zmienić" - w przyrodzie tak to nie działa i u nas też nie powinno. To kolejny wymysł ludzi wychowanych właśnie w duchu posłuszeństwa i trzymania dziecka niejako na smyczy, żeby tylko nie zapomniało się tymi rodzicami zająć. Co możesz zrobić to po prostu wyczuć dlaczego właściwie on tam jeździ. Czy tak uwielbia ich towarzystwo czy może jednak jest w tym odrobina "rodzice są starzy i biedni, muszę im okazać wdzięczność". Bo to właśnie jest jeden z największych problemów maminsynków - ta wmawiana od dziecka, przymusowa wdzięczność. Wtedy trzeba wytłumaczyć, że sam się na świat nie pchał i rodzice samodzielnie podjęli decyzję o posiadaniu dziecka. Tym samym też musieli wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i je dobrze wychować - żadnej wielkiej łaski tu nie ma i nie ma za co czuć wdzięczności aż takiej, żeby w dorosłym życiu ciągle być emocjonalnie związanym z rodzicami. A potem poszukaj artykułów i źródeł naukowych na ten temat i mu pokaż. Ja takie poznajdowałam i okazało się, że u mojego męża prawie słowo w słowo wszystko pasowało, od samego dzieciństwa. I taki argument do niego w końcu przemówił - zyskał o wiele większą świadomość swojego życia i jakie mechanizmy nim rządzą. I teraz jest w stanie podejmować decyzje biorąc poprawkę na to, że pewne rzeczy zostały mu wpojone po prostu dla wygody mamusi. 79 Odpowiedź przez ja86 2020-03-12 09:39:58 ja86 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-01 Posty: 889 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościIstnieje też taka opcja, że miał dosyć swojej małżonki i jej zachowania w domu, że wolał jeździć gdziekolwiek, np do mamusi. Warto o tym pomyśleć i coś zmienić 80 Odpowiedź przez Izzie_Stevens 2020-03-12 13:21:56 Izzie_Stevens Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2020-02-02 Posty: 714 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Przeczytałam część tylko waszych postów i zdumiewa mnie jacy jesteście dziwni. Nie będę tutaj nikogo cytować, podawać pseudonimów bo nie chcę hejtować. Po pierwsze to że mąż autorki chce jeździć do rodziców to nie widzę w tym nic złego, szczególnie że nie jesteście w małżeństwie nawet pół roku. Moje pytanie jest do autorki czy wcześniej mieszkaliście razem, przed ślubem?Co złego jest w tym że ktoś chce spędzić sylwestra z rodziną? No normalnie żal mi tej osoby co to napisała, współczuję bliskiej więzi z partner, teraz mąż, mieszkał ode mnie ok 60km. Z pewnych przyczyn zamieszkaliśmy razem szybciej niż planowaliośmy, zamieszkaliśmy w moim mieście. Mój wtedy jeszcze partner czuł potrzebę przez jakiś czas jeżdżenia co weekend do rodziców, nie widziałam w tym nic złego. Nie mogłam jeździć z nim bo akurat miałam swoje zobowiązania. Z teściami zawsze miałam dobry kontakt więc to rozumieli. Później zdarzało się, rzadko , że mój partner jeździł do bliskich sam raz na miesiąć. Teraz kiedy jesteśmy po ślubie zawsze jeździmy razem, raz częściej, raz rzadziej. Ostatni sylwester akurat spędziliśmy z moimi teściami, są w porządku i nie widzę w tym nic złego. Często spędzamy wszelskiego rodzaju imprezy z różnymi członkami rodzin, spędzamy też ze znajomymi. Napiszcie czemu sytuacja jaką ja opisałam jest traktowana przez niektórych tutaj jak rodzaj jakieś "patologi"... ?Wierzę w karmę. Dostajesz to, co dajesz, czy to złe, czy dobre. ? Strony Poprzednia 1 2 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

mąż ciągle jeździ do rodziców